Orwell bliski perfekcji


„Kościół katolicki ma poważne wpływy w prasie i w pewnych granicach potrafi stłumić krytykę skierowaną przeciw sobie. Jeżeli w jakiś skandal zamieszany został ksiądz rzymskokatolicki, informację tę trzyma się pod korcem, gdy jednak powinie się noga anglikańskiemu kapłanowi (…), wówczas trąbi się o tym na pierwszych stronach gazet. Treści o antykatolickim wydźwięku bardzo rzadko można spotkać w sztukach teatralnych i filmach. Każdy aktor potwierdzi, że spektakl czy film zawierający ataki na Kościół katolicki jest narażony na bojkot prasowy, toteż najprawdopodobniej zrobi klapę. (…) Niepokoi atoli fakt, iż nie można oczekiwać inteligentnej krytyki, a nawet, w wielu przypadkach, zwykłej uczciwości od liberalnych pisarzy i dziennikarzy, od których nikt nie wymaga głoszenia poglądów niezgodnych z prawdą. (…)

Oczywiście, nie utrzymuję bynajmniej, iż Folwark jest arcydziełem, chcę jednakowoż zaznaczyć, że problem jest znacznie szerszy. Nikomu bowiem nie wolno twierdzić, iż jakakolwiek książka ‚w ogóle nie powinna ukazać się drukiem’ tylko dlatego, że jest to książka niedobra. Ostatecznie codziennie publikuje się tony literackiej makulatury i nikogo to szczególnie nie wzrusza.” – ze wstępu George’a Orwella do Folwarku Zwierzęcego. Z publikacji wstępu jednak zrezygnował – z niewiadomych przyczyn, jak dowiadujemy się od Bartłomieja Zborskiego, tłumacza.

 

 

Ilekroć czytam teksty, dotyczące poziomu krytyki literackiej, artykułów w periodykach, poziomu dziennikarstwa mam wrażenie, że zamiana dat pod wymienionymi niewiele zmienia. Te same strony „konfliktu”, ta sama niechęć do cenzury – bez względu na jej formę – i ten sam zarzut zbytniego uładzenia w tekstach z lęku przed wykluczeniem, represją lub utratą pracy. Nieustająco pojawia się albo obawa o swoje miejsce w świecie literackim lub literacki snobizm (o którym świetnie pisze w swoich esejach poświęconych pisaniu i czytaniu Virginia Woolf). Nie będąc krytykiem, dziennikarzem, osobistością, ani w ogóle nikim ważnym z lubością oddam się pisaniu o komiksie Pierre’a Christina „Orwell” z Wydawnictwa Marginesy bez trwogi, lęku i strachu przed cenzurą.

 

Odbieranie wam przyjemności z odkrywania stron komiksu jest dla mnie bulwersujące – zwłaszcza w tym przypadku. Ta książka bowiem ociera się o twór niemalże doskonały, co powoduje pewien dyskomfort w pisaniu o nim. Rzecz ma się problematycznie zarówno w odniesieniu do bohatera (kto nie zna Orwella?), jak i autora (Pierre Christin jest twórcą jednej z najbardziej znanych serii komiksowych sience fiction (na pewno słyszeliście tytuł „Valerian”). Dodatkowo, napisanie biografii, która – a i owszem – nie jest pełna (tutaj odsyłam do tomiszcz, które eksplorują temat nie znając granic wytrzymałości czytelników, a które jako materiały źródłowe wymienia w posłowiu autor), równocześnie wystarczająco wyczerpująca temat, aby uznać, że o twórcy „Folwarku zwierzęcego” wiedziało się w najlepszym przypadku niewiele.

 

Eric Arthur Blair to George Orwell. Przez całe moje życie posługuję się tylko pseudonimem jednego z najbardziej wpływowych pisarzy XX wieku (nie przesadzam). Mało powiedzieć, że narobił zamieszania w literaturze fiction – wielu twierdzi, że wszyscy dystopiści chcąc, nie chcąc wracają do Orwella; wielki brat i jego wszechwidzące oko nie znalazło się w popkulturze przypadkiem, a poziom nadużycia określenia „orwellowski” nadal trzyma odpowiednio wysoki poziom. Do tego ugrupowania zarówno lewicowe, jak i prawicowe odnajdują w jego tekstach argumenty na potwierdzenie swoich tez, a i reportaż nie pozostał bez wpływów tego brytyjskiego dżentelmena. Reportaż wcieleniowy (czy dziennikarstwo wcieleniowe) – cóż napisać, facet nie bał się brudu londyńskich ulic, wojny, ani konfrontacji wszelkiej maści. Nie obce były mu kontakty z bezdomnymi, wyjętymi spod prawa lub tymi, o których zapomniano.

 

Pierre Christin – autor komiksu wraz z Sebastianem Verdierem, wykorzystał zarówno własną inwencję, tworząc dialogi, ale też – co jest fenomenalnym zabiegiem – cytując samego Orwella, zaznaczając te narracyjne zabiegi zmianą czcionki (Blair posługuje się zatem klasyczną czcionką drukarską). Dodatkowym twistem jest warstwa wizualna (rewelacyjna!). Do współpracy bowiem zostali zaproszeni zaprzyjaźnieni rysownicy autora: Andre Juillard, Olivier Balez, Manu Larcenet, Blutch, Juanjo Guarnido i Enkie Bilal. Goście swoim rysunkiem zanurzali się w światy orwellowskich dzieł. Jest to dalece fascynujący zabieg, który oferuje dużo szerszą perspektywę, nie tylko interpretacyjną, ale też podnoszącą poziom wizualnej uczty. Mimo utrzymania większości kadrów w czarno-białych formach z prostą kreską (niepozbawioną jednak dbałości o szczegół) wkradają się tam kolory uwypuklające poszczególne elementy, a to podbijające tekst, a to zwracające uwagę na wątek historii. Mamy zatem grzmiące czerwienią wyrazy dźwiękonaśladowcze (zabicie słonia), kolorowe okładki książek czy komiksów, albo intensywne odcienie błękitu i czerwieni na brytyjskiej fladze. Warto też zwrócić uwagę na różnorodność obrazów przedstawionych w komiksie. Podążając za bujnym życiorysem Orwella przenosimy się z Indii na ulice Londynu, po to, aby znów cieszyć się sielskością brytyjskiej wsi; za chwilę możemy zabawić w Paryżu, a kilka stron dalej trząść się z nerwów w okopach wojny w Hiszpanii. Klasyczny komiksowy podział w zestawieniu z fascynującym światem blairowskich dzieł w interpretacji innych rysowników zdaje się być niezwykle intrygującym zabiegiem, który nie pozwala na nudę i prowokuje do większej koncentracji. Mamy zatem do czynienia z pewną fuzją koncepcji i interpretacji począwszy od pierwowzoru samego Orwella przez autora oraz wszystkich zaangażowanych w tworzenie książki artystów. Rewelacja!

 

 

Sto pięćdziesiąt stron komiksu to nie tylko rysunki. Na kolejnych stronach poznajemy skomplikowaną historię najbardziej znanego dystopisty. Od urodzin, przez kształtowanie się postaw moralnych i politycznych, rozczarowanie rządzącymi i politycznymi układami, aż po osobiste perturbacje i chorobę. Zdaje się, że najlepszym opisem tego, co znajdziemy w tekście wyczerpuje już podtytuł: absolwent Eton*, policjant, robociarz, dandys, bojownik, dziennikarz, buntownik, powieściopisarz, ekscentryk, socjalista, patriota, ogrodnik, pustelnik, wizjoner. Ukłony w stronę autora wykonuję głównie z jednego powodu: nie znajduję silenia się na rozszyfrowanie myśli i zajrzenia do głowy pisarza. Wszystko, co zobaczyłam i przeczytałam w komiksie pozwala mi na bycie ciekawą, ale nie uderza mnie próbą interpretacji działań Orwella. Jeśli wyciągnęłam jakieś wnioski i pokusiłam się o „zaszufladkowanie” Blaira podług moich potrzeb i doświadczeń to wyniknęło to z mojego i tylko mojego odbioru przedstawionej w komiksie treści.

 

Jeszcze jedno – nietaktem byłoby ograniczenie się do sformułowania klasyfikacji komiksu jako tylko i wyłącznie biografii. Jest to bowiem (nawet jeśli przy okazji) opowieść o przemianach i burzach, które zawładnęły Europą w pierwszej połowie XX wieku.

 

Z pełnym przekonaniem, niepomna cenzury, krytyki i innych przeciwności polecam wam lekturę komiksu „Orwell” Christin/Verdier z Wydawnictwa Marginesy.

 

Od początków czasów historycznych (…) na świecie istnieją trzy warstwy ludzi: górna, średnia i dolna. (…) Cele poszczególnych warstw są absolutnie nie do pogodzenia. Celem górnej jest utrzymanie swojej pozycji, średniej – zamiana miejsc z górną. Celem dolnej, jeśli akurat go ma – gdyż na ogół jej przedstawiciele są zbyt ogłupieni ciężką pracą fizyczną, aby myśleć o czymkolwiek poza żmudną codziennością – jest znieść przywileje i stworzyć społeczeństwo, w którym wszyscy będą równi. Na przestrzeni dziejów wciąż toczą się boje, w ogólnych zarysach przebiegają identycznie. Przez długie okresy górna warstwa pewnie dzierży władzę, lecz prędzej czy później następuje moment, kiedy traci wiarę we własne siły, albo w swoje umiejętności sprawnego rządzenia; czasami dzieje się to równocześnie. Wówczas obala ją warstwa średnia, która angażuje warstwę dolną wmawiając jej, iż walczy o wolność i sprawiedliwość. Zaledwie osiąga cel, spycha warstwę dolną na dawną, podrzędną pozycję, a sama przeistacza się w górną. Po pewnym czasie z jednej lub z obu tych warstw wykuwa się nowa warstwa średnia i bój zaczyna się od nowa. Z trzech warstw tylko dolnej nigdy nie udaje się choćby na krótko zrealizować upragnionych celów. – Rok 1984, George Orwell

 

*Eton – jedna z najstarszych w Anglii szkół męskich z internatem; założona w 1440 roku przez Henryka VI. Na uwagę zasługuje informacja, iż wśród jej absolwentów znajduje się 19 premierów Wielkiej Brytanii.

kavka

kavka

Skomentuj