Felix, Net i Nika, tom 15., podejście pierwsze


Odpowiednio silny i dobrze skierowany koronalny wyrzut masy ze Słońca może całkowicie zniszczyć naszą całą infrastrukturę elektroniczną. Choć brzmi to jak zapowiedź kolejnego filmu katastroficznego, to według naukowców z Instytutu Nauki i Technologii Skolkovo jest to wizja bardzo realistyczna. (spidersweb.pl)

 

Problemy z fizyką? Kto nie zna stresu przed rozwiązywaniem zadań z fizyki, jest szczęściarzem. Zdecydowana większość z nas, jak podejrzewam, drżała przed kolejnymi sprawdzianami. Szczęśliwie dla mnie wspomnienia z lat szkolnych z fizyką mam niebywale dobre, jak na moje nikłe możliwości pochłaniania zagadnień z zakresu nauk ścisłych. Mój nauczyciel ze szkoły podstawowej namiętnie opowiadał o tym, jak będzie wyglądała IV wojna światowa (jeśli do niej dojdzie), a absolutnie cudowny profesor z liceum, pan Prajsnar, uskuteczniał licytacje, w których do zdobycia były całkiem niezłe stopnie, wiedząc, że nasza klasa nie jest wyjątkowo lotna w fizycznej materii… no to, co wiecie o burzach magnetycznych? Co wam mówi burza Carringtona? Felix, Net i Nika wam wyjaśnią. Musicie tylko sięgnąć po 15. tom tej bestsellerowej serii dla młodzieży autorstwa Rafała Kosika.

 

Kiedy dostaję książkę dla młodzieży, w której któryś z bohaterów dysponuje ogromną wiedzą z zakresu nauk ścisłych, jeszcze inny/a literatury, ktoś inny ma łeb na karku, nawet jeśli nie znajduje to odzwierciedlenia w ocenach, a jeszcze ktoś inny opanowuje niezwykle rozległy materiał z biologii, chemii czy jakiejkolwiek innej dziedziny, to już się cieszę. Cieszę się, bo to na starcie odczarowuje stereotypy, z którymi notorycznie się mierzymy: nerd, kujon, zamulas, nudziarz, wyrzutek… można mnożyć przezwiska. A prawda jest taka, że to fajni ludzie, którzy mają albo samozaparcie, albo są niebywale zdolni, albo pracowici, albo – co najwspanialsze – bardzo szybko odkryli swoją pasję w życiu. Tak samo mają dylematy moralne, zakochują się, chcą być akceptowani, mieć przyjaciół, psocą i bawią się. Trzeba tylko to zobaczyć.

 

 

Muszę być szczera. Wszystkie serie dla młodzieży nie trafiają w moją estetykę w kwestii projektu okładek. Uwielbiana przeze mnie Supercepcja, Baśniobór, Opowieści z Narnii, a teraz i Felix, Net i Nika to książki, po które bym nie sięgnęła. Jednak uczę się, że dzieciom może podobać się coś zupełnie innego, szanować konwencję, zwracać uwagę na to, co w środku. W końcu estetycznie mogę się wyżyć podczas analizy picturebooków. Za Felixa, Neta i Nikę zabrałyśmy się razem z Mini Kavką. Ona zaczęła od początku, obejrzała też film, a ja sięgnęłam po ostatni tom pt. Koniec świata jaki znamy. Muszę przyznać, że bawiłam się świetnie.

 

W mojej opinii najbardziej rozwiniętym wątkiem jest ten związany z reformą szkolnictwa. Bohaterowie zostają wrzuceni w środek zmian, lądują w liceum, zostają rozdzieleni, uczniowie pomieszani z tymi z innej szkoły, a za stery chwyta nowy dyrektor, którego pomysły na ulepszenie funkcjonowania szkoły (money, money, money) są… cóż – krytykowane. Pojawiają się dobrze znani z poprzednich części bohaterowie, którzy noszą kuriozalne nazwiska i przezwiska, co powoduje, że pamiętamy ich od razu. Ta groteska w budowaniu postaci jest zresztą stałym, jak zdążyłam się zorientować, zabiegiem stosowanym przez autora. I dobrze. Dobrze nie tylko dlatego, że automatycznie postacie stają się charakterystyczne, ale również dlatego, że łudząco mogą nam przypominać nasze grono pedagogiczne. Uwypuklają też przywary nauczycieli, którzy – biedni, rok w rok są wystawiani na kolejne próby przez szczwaną grupę nastolatków. Chwała im za wysiłek włożony w nasze wychowanie – nie przesadzam. Nie byłabym w stanie być nauczycielką przez jeden dzień. Ad rem, wszyscy są jacyś. Trochę żałuję, że nie rozpoczęłam tej przygody od pierwszego tomu, bo mam wrażenie, że wyłuskałabym z historii znacznie więcej, znając wcześniejsze poczynania tytułowej trójki, ale autor robi, co może, podrzucając nam przypisy i wskazując, gdzie możemy znaleźć rozwinięcie historii. W ogóle – zabieg z wrzucaniem przeróżnych informacji spisanych drobnym maczkiem u dołu strony, to jeden z moich ulubionych zabiegów stosowanych w książce. Masa humoru i obnażenie problemów w pracy na linii autor-redaktor… no, bo jak autor się uprze…

 

Choć wszystko prowadzi nas do widma burzy magnetycznej, antagonistów wszelkiej maści, tajemnic ojców głównych bohaterów, to ja skupiam się na tropach porozrzucanych przez autora na kartach niekrótkiej, bo ponad pięćsetstronicowej, powieści. Tutaj długa kolejka do szkoły, bo człowiek nie maszyna, sprawdza legitymacje szkolne, odnotowując obecność każdego w odpowiedniej rubryce; tu pan Stokrotka (uwielbiam!) pochylony na strychu nad stertą kartek i papierów wszelkiej maści, składających się na archiwum szkoły. Dla niego to historia, duch szkoły, niemal od jej zarania. Przysięgam – wzruszyłam się; gdzieś są listy, takie zupełnie klasyczne, znajdowane w skrzynce, gdzieś książki, które są odporne na brak baterii czy prądu; gdzieś pojawia się informacja o legitymacji, ale też tarczy – relikcie przeszłości, o którym nikt już nie pamięta, a przecież kiedyś wiele znaczył. Kosik niezwykle umiejętnie wplata sentymentalne wątki (dla nas, dorosłych), ale równocześnie darzy niezwykłym szacunkiem współczesność. Nawet, jeśli trochę uciera jej nosa. (Tak, jak systemowi szkolnictwa;))

 

 

Ostatni tom nie jest lekturą na jedno posiedzenie, angażuje czytelnika zarówno sensownymi dialogami, jak i nieprzesadzonymi opisami. Podoba mi się intryga, obyczajowy sznyt związany z rodzicami lub ich brakiem. Dojmujący był dla mnie moment utraty pamięci przez jednego z rodziców głównego bohatera. Kosik zrobił świetną rzecz – zderzył przeszłość z przyszłością, dołożył SF, upamiętnił w szkolnych korytarzach kilka pokoleń, a książkę napisał językiem trafiającym do współczesnej młodzieży. Ani to przesłodzone historie, ani tani sentymentalizm, ani też pozowanie na znawcę młodzieży (wapniakom dziękujemy). To dobra powieść z nutą kryminalno-szpiegowską.

 

Oczywiście możemy się sprzeczać czy niektóre wątki nie są przeciągnięte, o to, czy nie lepiej wyrzucić sto stron, aby zyskać na tempie czytania, a może ktoś stwierdzi, że zastosowane zabiegi w budowaniu postaci są zbyt sztampowe i grają na prostych schematach i skojarzeniach. Konia z rzędem temu, kto nie przyklejał łat, etykiet i nie oceniał. Tu się wszystko klei.

 

Po lekturze z chęcią zweryfikuję swoje survivalowe umiejętności. Wiecie, tak na wszelki wypadek…

 

Seria ukazała się nakładem Wydawnictwa Powergraph

Na hasło: literackakavka możecie zamówić każdą z książek serii z 25% rabatem. Zapraszam na stronę Wydawnictwa!

 

 

kavka

kavka

Skomentuj