złośliwi bogowie podobno z nich zakpili.


Z czytaniem cudzych listów zawsze mam jakiś moralny problem. Wychowują nas w przekonaniu, że naruszanie czyjejś prywatności to zgroza. Pamiętników, listów, zapisków, zamkniętych na kluczyki kalendarzy – nie ruszamy, bo rączki poparzy! Potem dziecko dorasta, a Ci sami dorośli z zapałem wertują strony zapełnione czyjąś korespondencją! Prywatną przecież, tak jak ta nasza, której nikt a nikt dotykać nie mógł. Co teraz?

Ano nie pozostaje mi nic innego, jak wytłumaczyć sobie, iż to całe zamieszanie z epistolografią jest po to, żeby zbliżyć się do legendy i do historii. Trudno się dziwić, że korespondencja Noblistki i wielkiego Herberta sprawiła, że wstrzymałam oddech. Po listach Szymborskiej i Filipowicza, skądinąd intymnych i cudnie zwyczajnych, choć napisanych z uczuciem i swadą – przyszła kolej na wymianę zdań dwójki poetów. I dobrze, bo filuterne towarzystwo, zadziorne, a te listy takie seksi.

Zaczyna się niewinnie. „Szanowny Kolego”. A potem to szanowny zmienia się w kochany, uroczy, a Szymborska w Wisełkę i w ogóle w krynicę wszelkich – pucio, pucio – uprzejmości, wyznań miłości i uwielbienia. Cudne!

(przeczytałam kilka listów, które wysłali do mnie mężczyźni – oczywiście z perspektywy sentymentalnej listy były cudne, byłam Rybką, Umiłowaną, Oblubienicą; dostawałam etykiety z Komandosa i zdjęcia matki bożej, ale z taką swadą jak Herbert do Szymborskiej, to cholera!, nikt do mnie nie pisał. )

 

„Wiśka, Ty!

Frąckowiak wrucił,

Frąckowiak nie zapomniał,

Frąckowiak tęskni,

Frąckowiak”

 

Ale to wcale nie jest tak, że w tym zbiorze to się na przedrukowaniu listu kończy. O nie. Tutaj to my mamy jeszcze co oglądać. Mamy te kiczowate kiczowatości wysyłane z wojaży. Mamy kolaże dołączane do listów przez korespondujących; mamy zdjęcia. Jednak niezwykłą pracę wykonał Ryszard Krynicki – oto każdy list jest opisany niezwykle dokładnie, co początkowo mnie śmieszyło i było kompletnie niezrozumiałe, aż do rozmowy z Panem Patrykiem (poetą zresztą!), który wytłumaczył mi tytaniczną pracę pana Krynickiego. Wróciłam, więc do domu i zrozumiałam, że Pan K. musiał spędzać dni, tygodnie, miesiące, pochylony nad listami! Jak dobrze, że mamy cierpliwych ludzi. Pasjonatów. I tak, pod powyższym tekstem listu widnieje:

„Przedwojenna kolorowa pocztówka ze zdjęciem tulącej się pary, zatytułowana: Paryskie. Koperta zachowana; data stempla pocztowego: Warszawa/ 28.9.(19)71; data nadejścia do Krakowa: 29 wrz(eśnia) 1971.

(Adresatka:) Wielmożna Pani / Redachtor Wisława Szymborska – „Wisia” / Kraków / Wiślna 2 Ip / „Rzycię Literacki”.

(Nadawca:) J.P. Frąckowiak / Ciachy pow. Dudy / ul. Ślepej Miłości 13″

W pierwszym odruchu oceniłam tę pozycję, jako kolejną wydmuszkę: mało tekstu (bo i jak więcej?), kilka fotografii, trochę obrazków, mnóstwo przypisów, (po cholerę pisać o znaczkach i kopercie na każdej stronie!) – teraz, po powrotach, uznaję to za pozycję wartą zarezerwowania dla niej całego wieczoru, albo dwóch. Zaszalejmy!

Poza oczywistym urokiem piszących mamy tu błysk (rażący i porażający) inteligencji, niezwykłe umiejętności epistolograficzne, ale nade wszystko kawał historii. Bo będziemy przeprowadzani przez wydawanie tomików, wyjazdy zagraniczne, zawoalowane komunikaty, zabawę z cenzurą, prztyczki, ale przede wszystkim relację dwójki poetów, którzy stworzyli relację wzajemnego szacunku i podziwu.

 

„Miły Panie Zbyszku, co słychać z naszymi Amerykanami? (…) Frąckowiak byłby już dawno wszystko przełożył, a Pan, o ileż gorszy poeta – lekceważy sobie!”.

 

Poza tym jestem fanką powołania do życia Pana Herberta aka Frąckowiaka czy też Pana Cogito – przecież poeta z Bydgoszczy, który ma w zanadrzu 2 tysiące sonetów jest potencjalnym skarbem! Zresztą takie gierki i pomysły to doskonały pomysł na urozmaicenie korespondencji i lekkie, literackie kuksańce, prawda?

 

Czytajcie, bo to czas spędzony w miłym towarzystwie i nawet jeśli nie będzie to wywrotowa pozycja, która zmieni wasze dotychczasowe spojrzenie na poetów; nawet jeśli nie zrewolucjonizuje waszego podejścia, do któregokolwiek z nich – czytajcie! Jako literaturę uzupełniającą podaną ze smakiem i humorem.

kavka

kavka

Skomentuj