„Istota” – erotyczny komiks od kobiet dla kobiet. Oj…


„Seks bez miłości to puste doświadczenie. Ale wśród pustych doświadczeń to jedno z najlepszych.” Woody Allen

„Istota”, autorki: Bogacka, Borkowska, Buchholc, Hirszfeld, Juszczuk, Krótka, Matuszak, Nowicka; wyd. Kultura Gniewu

Kiedy dowiedziałam się o komiksie „Istota” wydanym przez Kulturę Gniewu byłam, delikatnie rzecz ujmując, podekscytowana. Po pierwsze: komiks (powieść graficzna?) promowana jest jako pierwsza na rynku pozycja erotyczna dla kobiet napisana i narysowana przez kobiety. Kobieca perspektywa, kobiece podejście. Po drugie: bo lubię seks. Po trzecie: bo uwielbiam doskonale zaserwowane bodźce (no właśnie, na to liczyłam). Po czwarte: czułam, że to może być naprawdę odświeżające. Nie potrafiłam sprecyzować tego, czego się spodziewam, ale nadzieje były wielkie. Czekałam na piękne przesłanie, na puszczenie hamulców, na jakąś dwoistość pomiędzy emocją, czułością i uczuciem, a pełną wyuzdania i fetyszy fantazją. Dlaczego, ach dlaczego miałam nadzieję!?

Ten post będzie szczególny, bo do recenzowania i wspólnego zastanowienia się nad tematem zaprosiłam koleżanki z mojego najbliższego otoczenia: pracujące ze mną kobiety, pomiędzy 28 a 50 rokiem życia. Dołożę do tego kilka sformułowań i rozmów o seksie przeprowadzonych z moją babcią. (kto ją poznał wie, że nie ma w tym przesady). A zatem będę pisać głosem nie tylko mnie samej, ale wielu kobiet, które były tak rozczarowane jak ja.

Każda z nich, naprawdę każda zadała to samo pytanie: po co to zostało wydane? Jak mantrę więc powtarzałam słowa pomysłodawczyń i autorek ze wstępu do książki. „Jesteśmy przekonane, że społeczeństwu potrzebna jest otwarta dyskusja na temat prawa kobiet do eksploracji i ekspresji seksualnej, bez nakładania na nie poczucia winy i wstydu.” I te moje koleżanki łapały się za głowę, bo zupełnie nie rozumiały. Rozgorzała więc dyskusja o tym, że ta pozycja (nomen omen) nie jest ani przełamywaniem tabu, ani poradnikiem, ani pokazaniem, że kobiety fantazjują, masturbują się, poszukują i są świadome tego, że lubią orgazm. Koleżanki i koledzy, my to naprawdę wiemy. Szczytne, być może założenie, stało się kompletnym niewypałem ideologicznym. Zamiast skłaniać do refleksji – rozbawiło, zamiast znaleźć stronę kobiecą – zrównało ją z męską (obejrzałam sporo filmów erotycznych i porno <na potrzeby tego postu również> – to, co zostało przedstawione w komiksie jest kalką męskiego spojrzenia, tam też kobieta jest podmiotem, nie zawsze przedmiotem – na miłość boską! mamy przeróżne upodobania!).

Co do samego komiksu. Estetyka poszczególnych rozdziałów jest zróżnicowana, więc każdy znajdzie coś dla siebie w tej materii. Będą kolorowe plansze pozbawione tekstu (otwierający pozycję rozdział „Wyspa” Dagmary Matuszak), będzie czarno-biała klasyka („Osmoza” Agaty Bogackiej), kolorystyczny odlot („Idea” Joanny Krótkiej) czy plakatowe, graficzne ujęcie („Sfera” Ewy Juszczuk).  Strony wizualnej komentować nie będę w szerszym aspekcie, bo jest zróżnicowana, ładnie wykonana i jako zbiór wystawowych obrazów mogłaby zrobić furorę. Ale to, co dzieje się w warstwie tekstowej skrzypi, trzeszczy i boli tak mocno, że nie można o tym nie napisać. Największym zarzutem, największą bolączką, największą kpiną tej pozycji jest „Rozmowa” Ady Buchholc. Autorka stworzyła pastisz relacji dwojga osób w sferze intymnej. Tak drewnianych tekstów nie czytałam już dawno. Nawet próby aktorskie nie poprawiły odbioru konwersacji, które zamiast uświadamiać (bo rozumiem, że to miało być celem tych… pogadanek) wywoływały śmiech. Abstrahując od frazesów wyciągniętych z poradnika bardziej dla nastolatek (tutaj większość kobiet, które zostały „przesłuchane” na okoliczność, pytały czy ma to być pewien rodzaj podręcznika dla młodych dziewczyn, które mają się uczyć mówić o potrzebach…) niż kobiet, całej scenerii, to jak można przedstawiać tak irracjonalne sytuacje i udawać realizm, który ma nawoływać do… tego typu rozmów? Do akceptacji siebie? Do swobodnej rozmowy z partnerem? Jednym, drugim czy trzecim? Czy którakolwiek z nas dumnie rozkraczając się przed swoim kochankiem czy kochanką mówi: „Dzisiaj miałam kilka różnych orgazmów. Najpierw czułam fale, przypływy i odpływy rozkoszy i chyba przez 10 minut mnie tak trzymałeś. A potem miałam ciąg wzrastających punktowych doznań. Byłam bliska szaleństwa. Zawsze kiedy mam punktowy orgazm, wydaje mi się, że wyżej już dojść nie mogę (…)” W tym samym komiksie jest też dialog, który według mnie jest pokazaniem w jaki sposób NIE można rozmawiać o seksie.

– Nie wiedziałam, że mogę mieć tyle orgazmów, kiedy idę z kimś pierwszy raz do łóżka
– Cieszę się, że poszłaś ze mną do łóżka.
– Możemy robić to częściej.

Jest też jeszcze jeden element niezwykle dla mnie frustrujący. Proszę pokazać mi w tym komiksie standardową kobietę. Chcemy rewolucji, to nie uważajmy, że domalowanie czterech włosków na nogach sprawi, że każda z nas utożsami się z bohaterką komiksu. My, kobiety – bywamy nieogolone, nie tylko na nogach, ale w miejscach intymnych (bardzo proszę o niekomentowanie, bo kwestię higieny i preferencji zostawiam każdemu do własnej oceny, zgoda?). Mamy wylewające się boczki, mamy brzuchy poorane cesarką, albo wiszące po porodzie, bo w większości żadne z nas Lewandowsko-Chodakowskie. W tych opowiadaniach, wybaczcie, są ładne, hojnie obdarzone laski z pełnymi ustami i sterczącymi sutkami. Ta idea też upada. Broni się „Kosmos” Katarzyny Borkowskiej. Ładne wykorzystanie wirtualnej przestrzeni, poszukiwania dodatkowych bodźców i doznań ukazanie miłosnego trójkąta jako przyjemności i realizacji pragnień. Nieprzegadany i przynajmniej sugerujący, że kobieca wyobraźnia również jest wyjątkowo bogata i łapczywa.

Na uwagę zasługuję też niezwykła, graficzna forma przywołująca skojarzenie z zapłodnieniem, poszukiwaniem „magicznego jajeczka”. Mocna, sugestywna, inna. („Sfera” Ewy Juszczuk)

Na koniec pragnę wyrazić ubolewanie, że wrzucono mnie do pokolenia mojej babci, albo i dalej (naprawdę myślicie, że jeśli w domu mówiono, że masturbacja szkodzi to 60 lat temu dziewczyny tego nie robiły? Please!). To jest jak podróż do przeszłości. Kobiety są naprawdę świadome, mężczyźni, jeśli z nimi rozmawiać (tak jak oni z nami) będą wiedzieć czego nam potrzeba. Wiemy, co lubimy, poszukujemy i o pewnych kwestiach nie mówimy, bo szanujemy swoją intymność – nie dlatego, że chowamy się za rumieńcem. Od wielu lat obserwuję schemat epatowania wszystkim – ale im więcej ktoś krzyczy, tym mniej go słyszymy, zatykamy uszy, omijamy. Piszę to ja – świadoma kobieta: „jeśli z każdej strony będę atakowana różowymi macicami, w celu głoszenia wyższych idei – zacznę mieć je głęboko gdzieś”.

Podsumowując – ja i moje koleżanki – jesteśmy zawiedzione zaściankowością i brakiem zgłębienia tematu (gdzie emocje, gdzie uczuciowość, albo… idźmy innym tropem, sperma na ścianach?). Mamy poczucie, że intencje były dobre, jednak nie dotrą do grupy „potrzebujących”. Zagubiona dziewczyna z prowincji, która została wychowana w domu, w którym o seksie się nie mówiło czy nie mówi nie znajdzie i nie sięgnie po tego typu pozycję. To jest pewne. Po tę pozycję sięgną otwarte, ciekawe świata i świadome kobiety i, niestety, poczują falę, ale nie orgazmu – rozczarowania.

P.s. Do mojego przyjaciela geja: „Kochanie Ty moje, dlaczego nigdy nie kupiłeś mi wibratora?” (jeden z gorszych stereotypów powielony w komiksie)

kavka

kavka

Skomentuj