Masturbacja wyświechtanym tematem


Podobnie powierzchowne muszą być wszystkie sondaże opinii. Ujawniają naskórek tego, co ludzie myślą, w sposób zorganizowany na bazie zdrowego rozsądku. To, co ludzie myślą naprawdę, zawsze pozostaje częściowo ukryte.

Susan Sontag – Jak świadomość jest związana z ciałem

Moja frustracja jest ogromna. Kiedy sięgam po literaturę (poezję?) taką jak „Cierpienia młodej Hany” Katji Gorecan staram się przypomnieć sobie możliwie najwięcej z danego okresu mojego życia, opowieści koleżanek, obserwacji, przekazów z ust mamy czy babci. Swoje dzienniki z okresu dojrzewania spaliłam – w bliżej nieokreślonych okolicznościach, ale z dymem poszło pięć. Szkoda, bo przy okazji wspomnianej wyżej lektury byłyby doskonałym materiałem badawczym. Chwała zatem za pamięć! Mam jednak listy z tamtego okresu wymieniane z koleżankami, więc pomagają odtworzyć pewne myśli, przeżycia czy problemy.

Mówi się, że teksty Katji Gorecan wykorzystują podmiot w postaci Hany do opowiedzenia o życiu wewnętrznym wielu pokoleń kobiet. Podobno ma przełamać nadal istniejące tabu, podobno ma wyzwolić z wstydu, podobno ma pokazać bez oporu i zażenowania: jak się sprawy mają. Otóż nic bardziej mylnego.

Kiedy jest się młodą, dojrzewającą kobietą (zakładam, że dotyczy to też mężczyzn – przynajmniej ich opowieści utwierdzają mnie w tym przekonaniu, a musicie wiedzieć, że z mężczyznami uwielbiam rozmawiać. Wydają mi się niezwykle ciekawi, nie tylko z perspektywy seksualnej. Odzieranie moich własnych myśli z karb sztampowego myślenia o samcach, zrzucanie zasłon własnych urojeń odnośnie płci przeciwnej jest wprost doskonałą rozrywką) przeżywa się wiele i wiele człowieka niepokoi. Menstruacja? Mhm, no jest. Przydarza się stosunkowo wcześnie i zostaje z Tobą na długie lata. Ktoś Ci pokazuje co to jest podpaska i jak ją przylepić do majtek, potem odkrywasz tampony. Raz mówią ci o tym członkinie rodziny, a czasem koleżanki. Masturbacja? Niezależnie od wyznawanej religii i wychowania odczuwasz popęd, odkrywasz, że dotykanie się może sprawić przyjemność. Jeśli dziewczę jest ciekawe swojego ciała i następstwa własnoręcznych zabaw, to w to brnie. Koniec tabu. Problem z goleniem? Jaki problem? Albo to robisz, albo nie. Jeśli koleżanki cię wyśmieją – i dobrze, a dlaczego miałyby tego nie robić? A ty nie śmiejesz się z innych? Skoro autorka zakłada, że w „kupie siła” i nakłania do wzajemnego wspierania się w bliżej niezidentyfikowanych przeze mnie problemach, to grupa wyśmiewająca się jednoczy się we wspólnym nakłanianiu do golenia. Nie słyszałam, aby ktoś popełnił samobójstwo przez aferę łonową. A argument o tym, że jest to niehigieniczne uważam za trafiony. Z kolei podpieranie się ciągle informacją, że to dla mężczyzn

„lubię się golić, choćby ze względu na mojego chłopaka

tak, i ja też, wiem, że nie byłoby mu przyjemnie, a mnie tak samo

(…)

wiesz, hana, kobieta musi o siebie dbać,

inaczej mężczyzna wymienia ją na inną.

myślisz, że lubią

włosy między zębami, kiedy cię liżą. „

uważam za tanie i ogromnie jednostronne, mające spotęgować (po raz milionowy) podrzędność kobiet wobec mężczyzn. Jakich wy mężczyzn spotykacie na drodze?!

Kompletnie nie kupuję opowieści o rzeczach naturalnych po raz kolejny. Nie przekonuje mnie ich późniejsza interpretacja, jako głosu, który odczarowuje sekrety i wstyd białogłowych. Nie porusza mnie dopisywanie ideologii do pierwszego razu z pijanym partnerem, ani rozmyślania w trakcie siedzenia na sedesie, ani stres związany z wizytą u ginekologa, ani też to, że odstawiamy wtedy pranie z namaczaniem narządów, jakby to coś miało zmienić. Tak po prostu jest. Pytam zatem po co wmawiać komuś, że odkrywcze jest powiedzenie na głos o wstręcie do seksu, o fascynacji fallusami, o nepotyzmie i protekcji w każdej działce (również artystycznej), o bólu samotności, o wstydzie, o uczeniu się siebie. To kolejny raz, kiedy nie nie jestem w stanie utożsamić się z jakąś wyższą kobiecą ideą. Piętnaście lat temu też nie wiedziałam o wielu rzeczach. Ale to naturalny rytm, czas, sposób poznania. Naprawdę ktoś ma potrzebę krzyczenia o intymności, żeby została usłyszana?

Prozę poetycką Katji Gorecan, wydaną przez Korporację ha!art czyta się szybko. Czasem wspomina, czasem uśmiecha się pod nosem. Z perspektywy sentymentalnej być może jest to urocza lektura. Nie wiem jednak czy autorka miała chęć wzbudzenia takich emocji, którym bliżej do pobłażliwego kiwania głową niż zadumy czy zachwytu.

Nie spodobało mi się też pisanie „siuśka” lub „wagińcia” – w zasadzie zalało goryczą. Moje warguńcie sromowe nie zatańczyły z euforią, ani nie sprawiły, że zmiękczyłam swoje negatywne nastawienie do książki. Chcemy być prawdziwe, poważnie traktowane, równe, wartościowe, piękne, twarde i niezłomne – to takie bądźmy, tak działajmy, tak się zachowujmy, tego wymagajmy – to tak nauczymy świat, że kobiety są niezwykłą potęgą i nie umniejsza jej comiesięczny krwotok.

Za jedno jednak jestem winna autorce podziękować, za puentę.

„przestań użalać się nad sobą,

przejmij wreszcie odpowiedzialność.

posprzątaj pokój, naucz się gotować,

zacznij płacić rachunki.

nikt za ciebie nie będzie pracował ani kochał.”

Czytajcie, jeśli chcecie. Wydaje mi się jednak, że o odkrywaniu samych siebie my sami wiemy najwięcej i najlepiej. Wątpię, że świadomość, że ktoś inny też wygrzebywał kozy z nosa i przylepiał je pod ławką sprawi, że wasze życie będzie lepsze. Wiecie, że nie byliście sami. Już wtedy wiedzieliście.

Ja jestem na nie.

kavka

kavka

Skomentuj