Droga do „Piątego wymiaru” Martina Vopenki


Najpiękniejszą rzeczą, jakiej możemy doświadczyć, jest oczarowanie tajemnicą. Jest to uczucie, które stoi u kolebki prawdziwej sztuki i prawdziwej nauki. Ten, kto go nie zna i nie potrafi się dziwić, nie potrafi doznawać zachwytu, jest martwy, niczym zdmuchnięta świeczka.

Albert Einstein

Na okładce książki Martina Vopenki „Piąty wymiar” jest jeszcze jedna okładka, z której mówi do nas Mariusz Szczygieł. „Zbankrutowany biznesmen z Pragi zgłasza się do amerykańskiego eksperymentu. Za udział w nim otrzyma wielkie pieniądze, ale również dużo ryzykuje, bo nie zna celu przedsięwzięcia. Może zabrać ze sobą jedną książkę – czy wybierze Biblię, czy książkę o fizyce kwantowej? Jakub spędzi rok w bunkrze, w którym będzie musiał skonfrontować się z nowym doświadczeniem. Zło i seks okażą się wstrząsającym wyzwaniem. To powieść przygodowa, lecz także filozoficzny esej o naturze wszechświata i ludzkiej egzystencji. Jakub dotknie piątego wymiaru. Tylko czym on się okaże?” 

Bardziej niż hasła „seks” i „przygoda” zafascynował mnie wybór książki, którą Jakub ze sobą zabierze. Spoiler: oczywiste było od początku, że zabierze ze sobą książkę o fizyce. Proste, prawda? I szczęśliwie tak się dzieje, bo wstawki w książce o fizyce traktujące oraz impresje bohatera na temat tego, co przeczytał są skrajnie fascynujące i powodują, że człowiek chce się dowiedzieć więcej. Fizyka jest niezwykła – chrzanić matematykę, która jest jej językiem, poczytajcie teorię. Teoria strun, hiperprzestrzeni, ciągła fascynacja „możliwościami” czarnej dziury, a może teoria Kaluzy-Kleina – jest o czym czytać, nad czym się zastanawiać i nie przestawać się dziwić. Papa Einstein ma rację. Z wypiekami na twarzy czytałam rozważania Jakuba – zupełnie przeciętnego faceta – o tym, jak świat może funkcjonować i co może się kryć w świecie, wszechświecie i umyśle. Czy jaźń, myśl, energia mogą przecinać się we wspólnych punktach, rozszerzać czas i przestrzeń. Gdzie nasza myśl może dotrzeć, co poczuć, co zobrazować, a może tylko to wszystko to wytwory chorej wyobraźni człowieka w izolacji? A może jest tam ciągle umykający nam wątek sacrum? Czy myślenie Jakuba zmieniłoby się, gdyby zabrał ze sobą inną książkę? To pytania, na które nie znam odpowiedzi, ale kolejny dzień zastanawiam się czy to miałoby znaczenie dla eksperymentu…

Zadział się eksperyment. Bohater wyraził chęć i zgodę na uczestnictwo. Wywieźli go w pierniki, zostawili na odludziu w świetnie wyposażonym bunkrze i kazali zostać na rok. Ot, cała historia. Obietnica dużych pieniędzy wygrywa z rozłąką z rodziną. Dwoje dzieci i piękna żona zostają w Pradze z tajemnicami, tęsknotą i prozą życia, a nasz bohater robi z siebie królika doświadczalnego. To tylko pierwsza ocena z moralnego punktu widzenia, której dokonamy – czy warto, czy warto nie widzieć postępów dzieci, zasypiania wieczorem, czasu – czasu nikt nam przecież nie odda. Mija bezpowrotnie i pozostajemy z żalem, że nas nie było. Któż z nas jednak nie skusiłby się na pieniądze, które z kolei mogą zapewnić dobrobyt rodzinie na długie lata i ściągnąć krzyż ciągłego stresu i kombinacji czy wystarczy na „życie”? Czym to się różni od emigracji zarobkowej, która stała się obrazem naszych czasów i przy udziale naszych ojców, wujków, kuzynów i znajomych się odbywa? Tyle, że ten wyjazd nie oferuje powrotów na weekendy tanimi liniami lotniczymi, ani cowieczornych rozmów via Skype. Ten wyjazd nie pozwala na sprośne smsy stęsknionemu małżeństwu, ani pokazywanie gołej piersi do kamerki. W tej pracy wiesz tylko tyle, że znikasz. Skoro nie wiesz po co i dlaczego jedziesz – czy wiesz, że wrócisz?

Określenie „książka przygodowa” ma tu zastosowanie w niewielkiej liczbie stron. Daleko Vopence do konstrukcji Robinsona Crusoe, nie odnajdziemy tu też skrajnych emocji jak w filmie „Zjawa”. Ekstremalne warunki pogodowe są raczej obserwowane z bezpiecznej odległości, a niedola związana z głodem czy brakiem wody bohaterowi nie grozi. Bunkier jest ostoją zupełnie jak w serialu Netflixa „The Rain” – skądinąd całkiem niezłego w pierwszym sezonie. Przygoda, w którą zostaje wrzucony Jakub (co na to hobbici?) ma tutaj wymiar filozoficzny i nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Książka stawia same pytania. Nie spodziewajcie się wartkiej akcji i otrzymania odpowiedzi. Przez trzysta stron będziecie towarzyszyć Jakubowi, strzępkom informacji z zewnątrz, które, zobaczycie dlaczego, wcale nie muszą być prawdziwe. Pojawią się inne postaci, ale tylko na mrugnięcie okiem – odegrają jednak tak ważną rolę, że pospadacie z krzeseł. Pojawi się Denis, który zweryfikuje ludzkie pragnienie bliskości, pokaże znane nam z normalnego świata relacje nadrzędności i podrzędności, obnaży emocjonalne gierki i wzbudzenie litości czy nawet pogardy. Denis stanie w opozycji do żony – czy jednak damy wiarę temu jak wygląda jej życie w Pradze? Czy naprawdę będziemy wraz z Jakubem zastanawiać się nad jej wiernością, relacją z inteligentnym Howardem, który może stanowić zagrożenie, czy zrozumiemy jej potencjalne wyjścia do teatru, społeczne potrzeby i wyjścia na kawę? Na co zwrócimy uwagę w ich historii: skupimy się na ludzkiej słabości, a może będziemy rozprawiać o dobroczynnej roli seksu? Może przyznamy rację, że ta najprostsza ludzka potrzeba – poza piciem, jedzeniem i wypróżnianiem się –  która daje upust żądzy, ale też rozluźnia mięśnie i myśli jest mechaniczna? A może jak ja, zatrzymacie się na zdaniach, które dają nadzieję na to, że seks jest nie tylko wyżyciem się, ale może być realnie metafizycznym wręcz połączeniem i własnie wtedy, oblany miłością przynosi doznania, o których nie śniło się filozofom? Czy w ogóle powinniśmy zastanawiać się nad obrazem żony? Mam jakieś podskórne wrażenie, że myślenie o tym wciąga mnie w eksperyment…

Powalają myśli Jakuba związane z miłością do żony i jego percepcja jej świata bez niego. Życzyłabym sobie takiego rodzaju zaangażowania w związek i poczucia, że ktoś zrobi dla mnie wiele, a nawet wiele więcej niż to możliwe. Nie mówię tu wcale o zarobkowaniu na rzecz dobra rodziny, co dla większości z nas jest oczywiste. Mówię tu o próbie wejścia w czyjąś skórę, co wyziera z wielu spisanych przez Vopenkę zdań. Na granicy idylli pojawiają się przemyślenia o możliwych odczuciach żony. Jednym z piękniejszych i niezwykle do mnie trafiających jest fragment jego myśli:

„To nie dla Aleny, która w rzeczywistości jest o wiele bardziej zamknięta w sobie, niż sądzą jej znajomi. A nie ma większej samotności niż bycie samemu z bólem czy smutkiem w obecności własnych dzieci. Kiedy nie pozostaje nic innego niż ukrywanie tego smutku. Zaciskanie zębów i życie dalej. Uświadamiam sobie boleśnie, aż do szpiku kości, o ile jej samotność jest trudniejsza od mojej.”

Kunszt Vopenki jest niepodważalny. Manewrowanie na granicy tylu gatunków, wrażenie wartkiej akcji bez akcji, dołożenie wątku kryminalnego (o, tak!) z jednoczesnym pogodzeniem tego z rozważaniami naukowymi, paranaukowymi oraz tak niesamowitą wiwisekcją człowieka żyjącego w odizolowaniu (czy zawsze?) reszty świata, a raczej – człowieka jest godne podziwu. Trudno powiedzieć czy warto skupić się tu na którymś z wątków, trudno powiedzieć co nie podlega dyskusji a co jest do niej przyczynkiem, trudno też stwierdzić coś na pewno. Ulegamy eksperymentowi, oceniamy a jednocześnie stajemy się częścią zadania, ale nade wszystko zadajemy sobie pytania i czytamy, czytamy zachłannie, nawet jeśli tylko po to, aby dowiedzieć się „o co chodzi z tym eksperymentem?!”.

Piąty wymiar

Nie bez kozery Mariusz Szczygieł zadaje pytanie o to czym okaże się piąty wymiar. Zdaje mi się, że autor skutecznie wyprowadza nas w pole serwując raz głęboko duchowe przeżycia, obserwację dziewiczego świata i jego nieskrępowanych działaniem człowieka sił, po to aby za chwilę wprowadzić nas w naukowy strumień a świadomości, który kolejno depczą potrzeby duchowe, religijne, ocierające się o zdefiniowane lub nie siły wyższe i ich obecność w ziemskim życiu. Raz za razem człowiek zastanawia się czy siły natury i wymyślona de facto religia to to samo lecz inaczej opisane. Potem nurza się we własnych wyobrażeniach, konfrontuje stan posiadanej wiedzy, próbuje zanalizować swoje zachowania w warunkach, w których znalazł się bohater. Ja kilkukrotnie powracałam do ukochanego filmu „Into the wild”, w którym pobudki znalezienia się na odludziu były diametralnie inne od tych z książki, ale otoczenie przez zdawałoby się pierwotny świat, z dala od wytworów ludzkich rąk przynosił te same pytania i tę samą samotność. Martin Vopenka tworzy zatem nie tylko historię człowieka na odludziu, tworzy zmyślną konstrukcję opisującą człowieka nie przebodźcowanego, człowieka słyszącego ciszę tak wielką, że pozwalającą na usłyszenie nieistniejących gdzieś indziej dźwięków. Tworzy opowieść o kotłowaniu się myśli ludzkiej, o potrzebach, o bliskości, o ciele, a wreszcie o zrozumieniu.

Jeśli pozwolić sobie na niespieszną lekturę, która pozwala na poszukiwania, doczytywanie, myśl, zadumę. Jeśli pozwolić sobie na smakowanie nie języka, który jest sprawny i poprawny, ale nie powalający kwiecistością, bądź niesamowitymi frazami jak choćby u Diuny Barnes – ale na smakowanie samej myśli i przesłania, to ta książka może Wam przynieść niezwykłe odkrycia… i to bez wyjeżdżania na rok do bunkra, gdzieś na końcu świata.

Kavka zaleca do czytania. Nie spieszcie się!

Książkę wydało Wydawnictwo Dowody na Istnienie

kavka

kavka

Skomentuj