Bestiariusz japoński, czyli strach się bać

Share on facebook
Share on email

Jak wielu przede mną dałam się porwać w świat przepełniony tym, co nie istnieje. Chociaż nie mam całkowitej pewności czy na pewno brak stworów, duchów i mar wszelkiej maści wokół nas. Jestem fanką tego, co potwierdzone, zbadane, dlatego wierzę w naukę. Wciąż jednak pewne luki i potrzeby wypełniamy tym, co nie poddaje się dowodowej presji. Witold Vargas i Wydawnictwo BOSZ zapraszają nas w podróż po Japonii, jednak takiej, której nie dotkniemy… ale być może poczujemy.Bestiariusz japoński to kolejna propozycja Wydawnictwa. Wielu z was poznało już Bestiariusz słowiański. Autor, pisząc o Yokai łączy te dwa, pozornie odległe światy, szukając odpowiedników „bestii” japońskich w naszym kręgu kulturowym i jest to bodaj największa radość, którą odnalazłam na stronach tej książki. Nie myślcie jednak, że jedyna.

 

 

Jest to niewątpliwie książka, którą można traktować jak przewodnik, wprowadzenie do dalszego eksplorowania świata duchów i wierzeń. Już sam wstęp dostarcza nam wskazówek i uprzedza o obfitości materiału, z którym niestrudzony poszukiwacz (w tym przypadku Vargas) może się zetknąć.

 

„To prawda, że większość yokai to nie bestie. Niektóre z nich, jak kappa, mają swoje świątynie i są czczone jak kami (bóstwa). Inne, jak Amanozako, należą wręcz do panteonu bogów. Poza tym zwyczaj sporządzania leksykonów stworów i demonów ma w Japonii kilkusetletnią tradycję i należało rozważyć, czy nazwa książki nawiązująca do bakemono no e – starych ręcznie malowanych zwojów pełnych yokai – nie byłaby bardziej na miejscu.”

 

 

Mimo językowych i definicyjnych bolączek powstał bestiariusz – bestiariusz pełen przedziwnych, kolorowych ilustracji przedstawiających opisywane „stwory”; pełen opowieści o kulturze, którą słabo znamy lub rozumiemy; pełen ciekawostek i wyrazów trudnych do wymówienia; pełen historii o ludziach. Zawsze uważałam, że ludzkie lęki, bolączki, marzenia, pragnienia czy słabostki mają odbicie w świecie bogów. To, co niezrozumiałe również było umieszczane gdzieś z dala od nauki, dostosowane do czasów i poziomu wiedzy danego społeczeństwa. Bestiariusz sporo mówi zatem o ludziach, myślę, że znacznie więcej niż byśmy chcieli. Książka Vargasa opowiadając o bestiach z Japonii, których odpowiedniki znajdujemy wokół nas (Bestiariusz słowiański = Bestiariusz japoński) sprawia, że przestajemy widzieć różnice. Zamiast nich ta odległa, nieznajoma wyspa staje się bliską sąsiadką. Tym samym Vargas robi wiele dla oswojenia inności – pozornej, jak już słusznie zdążyliście wywnioskować.

 

Na ponad dwustu trzydziestu stronach znajdziecie całą masę świetnych, krótkich tekstów, które opisują yokai. Język, którym posługuje się Vargas jest przystępny, pełen humoru i luzu, co nie przeszkadza w oferowaniu merytorycznych treści. Są tu też informacje o życiu mieszkańców Japonii, informacje historyczne, nazwy przedmiotów (również misternie naszkicowane przez autora, co dopełnia wizualną warstwę książki) oraz mrożące w żyłach historie. Niech za przykład posłuży moja ulubienica kokuri baba („stara wiedźma z plebanii”)

 

 

„Na pierwszy rzut oka wygląda na przesympatyczną babuleńkę, która pragnie jedynie zamienić z przybyszem parę słów. Gdy jednak tylko człowiek straci czujność, starowinka gwałtownie chwyta go żelaznym uściskiem za gardło i zaciąga w głąb przybytku. Tam, otoczona stosami obgryzionych ludzkich kości, natychmiast bierze się za ćwiartowanie ofiary, nie bacząc nawet na to, czy nieszczęśnik jeszcze dyszy, błaga o litość, czy szarpie się desperacko.(…)

Gdyby ktoś w naszych stronach był na tyle nierozważny, żeby spędzić noc w kościele, mógłby narazić się na spotkanie z potworem niemal identycznym z kokuri baba. Mowa o strzydze, która zwykła wybierać sobie za legowisko właśnie świątynie, niekoniecznie opuszczone.(…)

Inne postaci związane z kokuri baba w folklorze japońskim to kurozuka, a w folklorze słowiańskim: zmora, dziwożona i niektóre białe damy.”

 

 

Jestem przekonana, że ta książka da wam wiele czytelniczej i poznawczej frajdy. To trochę tak, jakbyście znowu czytali braci Grimm, tylko historie były jeszcze mroczniejsze, bardziej krwawe i totalnie niesamowite. Moje przekonanie obejmuje też warstwę ilustracyjną. Zetkniecie się z brzydotą, pokracznością, jakąś flegmą, która zdaje się wylewać z tych pofałdowanych, zupełnie nieidealnych postaci, które raz ludzką, raz zwierzęcą postać przyjmują, a czasem – taką do niczego nie podobną. Czerwone rączki, paszcza pełna zębów na środku głowy, długoręcy i długonodzy i po prostu – brzydkie kobiety. Cały panteon kreaturek, który jest tak ohydny, że aż piękny, czego efektem może być niezdrowa i, mimo wszystko, nieuzasadniona chęć pogłaskania mary.

Bawcie się dobrze!

 

___

„Bestiariusz japoński”

Witold Vargas

Wydawnictwo BOSZ