dziecko czyta.

Nie jest tajemnicą, że jestem matką. W dodatku nasza opcja rodzinna to: 1+1. Ja i Ona, Ona i ja i tak już sobie żyjemy. Jestem matką najmądrzejszej, najzabawniejszej, najinteligentniejszej, najbardziej uzdolnionej, o najzgrabniejszym nosku, najrozkoszniejszym brzuszku i najpiękniejszych włosach…. yyy, tak. Jestem matką świetnej córki.

Moje dziecko, lat 7, czyta. Raz duka, raz pięknie jedzie z koksem popisując się, że literki to żadne wyzwanie, raz zwraca na siebie uwagę i twierdzi, że co drugi wyraz jest niezrozumiały, albo czcionka nie taka jak należy, albo po prostu jest hasło: poczytaj mi mamo! MiniKavka skończyła właśnie przedszkole i dopiero wybiera się do pierwszej klasy.

Kiedy wychodzimy w weekend do muzeum (a staramy się to robić regularnie i czasem jesteśmy na dwóch wystawach jednego dnia) sama ciągnie mnie do bookstore’u, który akurat jest w danym muzeum. Zawsze coś znajdzie, zawsze czegoś szuka. Wyszukuje dla siebie, przegląda, kartkuje, je oczami. Rozpoznaje wydawnictwa, włączając w to te, które zna z moich książek (typowy wzrokowiec). Głośno komentuje, że woli Matejkę od Kantora, ale już Wyspiańskiego od Podkowińskiego, a w ogóle nie rozumie dlaczego przed wejściem na wystawę o polskim malarstwie widzi Picassa. Tak, moje dziecko ma 7 lat i rozwija się normalnie.

Mogłabym próbować się mądrzyć, jak wiele blogerów i blogerek, mogłabym silić się na posty w stylu: „7 sposobów, aby Twoje dziecko zaczęło czytać”, ale prawda jest taka, że ile dzieci tyle sposobów, tyle cierpliwości, tyle charakterów i potrzeb. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żebym napisała skąd w moim dziecku chęć do otaczania się książkami i spędzania czasu w muzeach.

  1. Kalka.

Jak będziesz się zachowywał i jak będziesz mówił, ile czasu poświęcisz na telefon, tablet, telewizję, a ile na inne aktywności jest wysokie prawdopodobieństwo, że twoje dziecko zrobi to samo. Krąży w sieci obrazek: dwie matki siedzą na ławce. Jedna trzyma w ręku książkę, a druga telefon. Ta z telefonem pyta: – Jak Pani to zrobiła, że Pani dziecko czyta? Odpowiedź dość oczywista, prawda? Pokaż, że czytasz i pozwól się naśladować.

2. Nie od razu Rzym zbudowano.

Nasze dzieci nie będą też czytać od razu, nie zrobią też tego w weekend, ani tydzień. Ja pozwoliłam, żeby Młoda najpierw przerysowywała literki, potem je nazywała, potem zapisywała proste wyrazy, potem imiona koleżanek, potem laurki dla mnie. Następnie ogarniała sobie czytanie liter drukowanych, dużych i prostych – kiedy szło jej coraz lepiej, okazało się, że potrafi przeczytać tytuły na grzbietach książek ustawionych na półkach, a potem tytuł w gazecie, którą akurat czytam. A potem? Potem poszło z górki.

3. Cierpliwość.

Umówmy się, nawet jeśli moja Młoda załapała czytanie, to mówienie jej: przeczytaj całą stronę, było traktowane jako mus i kara. Jednak stworzenie zabawy i czytanie zdań na przemian: jedno ona, drugie ja sprawiało wielką frajdę.

4. Nuda.

Najwspanialszym odkryciem, którego jak każdy wielki odkrywca dokonałam zupełnym przypadkiem było zorientowanie się, że jeśli ja będę pochłonięta lekturą, a moje dziecko będzie zwijać się z nudów wcześniej czy później zada pytanie: „Mamoooo, a mogę czytać obok Ciebie tak jak Ty, po cichu?”. Ha! I tak dwie minuty później leżycie już obok siebie, słysząc co jakiś czas: „Patrz, przeczytałam już tyle i tyle!”. Chwaliłam, chwaliłam co niemiara!

*musicie pomóc dziecku w znudzeniu – żadnego telewizora, żadnej muzy, wspólnego grania – jeśli nie znajdzie sobie samodzielnie zajęcia, dołączy do Was (przynajmniej u mnie działa:)

5.Wspólne zakupy.

Na zakupy książkowe chodzimy razem, a ja zawsze podkreślam, że książka jest nagrodą, że to coś na co czekam, że jest dla mnie zawsze prezentem. Wszystkim mówię, że jeśli chcą mi coś kupić, to książkę, że najbardziej się z niej ucieszę, że to jest takie moje własne święto – nowa książka. Dla MiniKavki stało się oczywiste, że książka nie jest przykrym obowiązkiem, prezentem – po najniższej linii oporu. Książka stała się czymś bardzo pożądanym i ku mojemu zaskoczeniu już nie pyta o lalki, pyta o książki:)

6. Możliwość wyboru.

Staram się wybierać dla latorośli książki, które uznam za mądre, za pięknie zilustrowane; wybieram klasykę, którą sama uwielbiałam, jak braci Grimm. Nauczyłam się jednak, że moja Mini z radością sięga po książki, które wybrała sama, a że ma fantastyczny gust po mamusi, to nie ubolewam (choć czasem zdarzają się… cóż, wpadki;)

 

Prawda jest taka, że sami musimy szukać sposobów na zaangażowanie dzieci do różnych aktywności. A kolejna, że dzieci – jak dorośli – są różne i czasem, najzwyczajniej w świecie, trzeba pozwolić wybierać aktywności samemu – bo po co uszczęśliwiać na siłę?