Zrozumieć „Dźwięk”.

Share on facebook
Share on email

„Słowo rodzi się z dźwięku – dźwięk przed słowem.” Fryderyk Chopin

Dźwięk towarzyszy nam od zawsze. Już kiedy jesteśmy w brzuchu matki docierają do nas głosy, muzyka, brzmienie rozmów. Na pewno słyszeliście o koncepcjach włączania muzyki klasycznej przez ciężarne kobiety, aby ich dziecko wspaniale się rozwijało. Dziecko w brzuchu mamy najbardziej lubi jednak tę muzykę, którą lubi jego mama – wraz z nią relaksuje się wtedy, nawet jeśli to ostre, rockowe brzmienia. Zatem naprawdę jesteśmy otoczeni dźwiękiem od samego początku życia. Tak samo dzieje się, kiedy słyszymy mowę, kiedy uczymy się wypowiadania słów, kiedy określamy co jest dla nas przyjemne, a co nie. Jak często jednak tłumaczymy czym jest dźwięk?

Z pomocą przychodzi książką wydana przez Wydawnictwo Hokus-Pokus. Tekst napisany przez Irenę Cieślińską jest fantastyczny, a ilustracje Patricij Bliuj-Stodulska są fenomenalne. Duet sprawdził się rewelacyjnie!

Autorka tekstu jest fizyczką, ale też popularyzatorką nauki, a więc w tekście pojawia się spora dawka wiedzy. Informacje są jednak podane w sposób zaskakująco prosty, łatwy do przyswojenia, obrazujący tematykę jasno i klarownie. Docieramy jednak do takiej ilości informacji, że książka swobodnie będzie wykorzystywana przez długie lata, a i nam – rodzicom, przyda się pewna powtórka.

Zresztą, sami zobaczcie:

„1. Hałas, czyli każdy szturcha sąsiada

Każdy potrafi zrobić mniejszy lub większy hałas. Spróbujcie, to wcale nie jest trudne. Wystarczy mocno uderzyć w stół. Albo tupnąć nogą. Szarpnąć strunę gitary. Można też dzwonić łyżeczką w szklance. Krzyknąć. Gwizdnąć. Rozzłościć psa, żeby zaczął szczekać (albo grzecznie poprosić go: daj głos!). Nawet kiedy nie chcemy być słyszani, na przykład kiedy skradamy się, żeby zabrać z szafki ostatni cukierek, i tak zwykle coś skrzypnie albo stuknie.

Ale czym tak naprawdę jest dźwięk? Jakim sposobem od łyżeczki, która stuknie w szklance, dźwięk przedostaje się do naszego ucha? I co się z nim dzieje, kiedy już do ucha wpadnie? Dźwięk to bardzo, ale to bardzo drobne drgania. Tak drobne, że trudno je dostrzec gołym okiem. Łatwiej poczuć. Można położyć sobie palce na gardle i coś powiedzieć. Od razu daje się wyczuć wibracje. Podobnie wibruje metalowa rura, w którą uderzymy patykiem, garnek, klawisze cymbałków albo struny gitary.

Takie wibrujące przedmioty popychają powietrze wokół siebie. Powietrze składa się z drobinek (cząsteczek gazu) latających sobie tędy i owędy. Popchnięta drobinka popycha swoją sąsiadkę, ta kolejną i w końcu delikatne drgania powietrza, wywołane wibrowaniem struny, szklanki albo pokrywki, dociera do naszych uszu.” – fragment książki

Proste, prawda?

„Dźwięk” to nie tylko dawka wiedzy i fizyki, to też informacje o tym, kto i co wydaje dźwięki i w jaki sposób, jak określamy głośność czy częstotliwość, które zwierzę jest najgłośniejsze. Powiedzenie: „Kiszki marsza grają” – nabiera nowego znaczenia. Warto poświęcić czas na samodzielne przestudiowanie książki, albo zachęcić młodych czytelników do kilku dźwiękowych eksperymentów. Tutaj nie bawimy się w interpretacje, to po prostu naukowa książka dla dzieci, która w doskonały dla mnie sposób łączy to co przydatne, z tym co ciekawe, ale też z tym, z czego możemy mieć po prostu ubaw. Osobiście uważam, że śmiech i humor są najlepszym sposobem na zachęcenie dzieci do spędzania czasu z książkami – jeszcze przyjdzie czas na literackie samoudręczenia.

Ilustracje Bliuj-Stodulskiej to z kolei świetna kreska, wyrazistość i krzykliwość, ale taka, która nie zabija intensywnością. Prostota i wybór kolorów są przyciągające. Schematy jasne i obrazujące słowo pisane i opowieść o dźwięku, a niezależne od warstwy tekstowej poczucie humoru to prawdziwa perełka. Warto na chwilę się przy nich zatrzymać.

Przy okazji poznawania książki znalazłam sposób, żeby opowiedzieć o muzyce. To ona zespoliła w niezwykłych brzmieniach dźwięki, to z nich powstała: z nut wydawanych przez fortepiany, gitary, skrzypce, kastaniety, perkusję czy trąbki. Muzyka jest nieodzowna częścią mojego życia, zupełnie jak czytanie. Przenosi mnie na różne poziomy emocji. Chwytam się ich lub od nich uciekam, płaczę lub rytmicznie ruszam biodrami, kręcąc się w kuchni podczas gotowania. Kiedy jest mi źle włączam muzykę filmową, np. z „Podwójnego życia Weroniki”, a kiedy nie chcę się na niej skupiać grają mi jazzowe nuty, które od lat dobrze znam. Zdarza się też, że zamykam oczy, kiedy gra Miles, a Coltrane nieodmiennie dostarcza mi ekstatycznych uniesień. Ostatnimi czasy poszukuję. Poszukuję m.in. za sprawą Pawła Szczepanika – „kiedyś szef muzyczny legendarnej Radiofonii, dziś współprogramuje festiwale Opera Rara i Misteria Paschalia, mówi o muzyce XVII wieku na antenach Off Radia (audycja Nuove musiche) i Radia Kraków (Poważna niepoważna) i incydentalnie pisze o muzyce. Słucha niemal wyłącznie poezji śpiewanej, czyli rapu, recitar cantando i airs de cour.” (tekst pochodzi ze strony internetowej Radia Kraków). Paweł pokazuje mi też operę, a ja… płaczę. (Przysięgam, że zastanowię się dwa razy zanim kolejny raz zacznę oglądać i słuchać „Minotaura” – Harrison Birtwistle zrobił w Royal Opera House interpretacyjną dekonstrukcję dobrze nam znanego mitu, tworząc tak przejmujący, mroczny, mądry i aktualny spektakl, że nie opanowałam ani łez, ani kołatania serca).

Poprosiłam Pawła, aby wybrał dla Was coś pięknego i napisał o tym kilka zdań, bo przecież najlepiej i najpełniej pisać o dźwiękach w towarzystwie ich samych. Zatem czytajcie i słuchajcie dźwięków wybranych przez pana redaktora:

Starożytni Grecy twierdzili, że muzyka odzwierciedla harmonię natury. Muzyka sfer tymczasem miała dowodzić synchronizacji w zgodzie z dźwiękami. Teoria strun (znów nazwa nawiązuje do muzyki!) chce widzieć świat w nieustannym drganiu, którego przejawem jest istnienie. Dźwięk siedmiu trąb zniszczył mury Jerycha. Orfeusz dzięki muzyce odwrócił prawa przyczyny i skutku. Dźwięk ma moc. Jest nośnikiem informacji, jest nośnikiem wspólnoty, jest posłańcem piękna.

Warto zatem sięgnąć po „Dźwięk”, a potem zanurzyć się w niezwykłych dźwiękach.